“Samobójca to nie tchórz, ale też nie najodważniejszy człowiek. Samobójca to człowiek zagubiony, który zaznał cierpienia.”
Czas od tamtej chwili dłużył mi się niemiłosiernie. Nie umiałam zapomnieć o tym co zrobił mi ojciec. Nie uciekłam z domu. Dlaczego? Bałam się. Nie dałabym sobie rady, oprócz ojca nie mam nikogo. Wyszłam ze szkoły z ponurą miną. Zawsze tak wyglądałam opuszczając znienawidzony budynek. Nie chciałam iść do domu. Na dziś miałam zaplanowane co innego. Szłam w pewne miejsce. Gdzieś, gdzie chciałam znaleźć się już od dawna.
***
- Wojtek! Rusz dupę! Nie mamy całego dnia.
- No chwilę!
- Czasem zachowujesz się gorzej niż kobieta.
- I co z tego? - spytał wychodząc z łazienki.
- Chodź już i mnie nie denerwuj.- powiedziałem wychodząc z domu przyjaciela. Od kiedy mieszkałem w Anglii i grałem dla Manchesteru wszystko się zmieniło. Wszystko. Szczerze to tylko narzeczona została ta sama. Z Anią jestem już ładnych parę lat. Jak w każdym związku są wzloty i upadki, ale tych drugich na szczęście jest mniej. Jesteśmy na prawdę zgraną parą. Podeszliśmy z Wojtkiem do windy. Zjechaliśmy na sam dół prosto do garażu. Szczęsny otworzył samochód i oby dwoje wsiedliśmy do środka. Wojtek prowadził. Mieliśmy farta bo akurat ktoś wyjeżdżał i zostawił otwarte drzwi. Po godzinie drogi zacząłem się po prostu nudzić.
- Wojtek! Dokąd ty mnie wieziesz?- spytałem rozgoryczony.
- Lewuś, spokojnie. Jeszcze chwila.
- Szczęsny do cholery!
- No już dobrze. Do Londynu.
- Po co?- spytałem niepewnie. Kto jak kto, ale Wojtek był nie przewidywalny.
- No, zabieram cię na melanż.
- Teraz?
- Nie kurde, za rok.
Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Ten to zawsze musiał coś wymyślić. Szczęsny zaparkował przed jednym z Londyńskich klubów. Wysiedliśmy i udaliśmy się do klubu.
Szłam jakimś mostem, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Łzy zakrywały mi widok. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na rzekę. Taka piękna, taka zimna, taka okrutna. W jednej chwili mogła zabić. I właśnie tego w tym momencie pragnęłam. Przeszłam barierkę i złapałam się rękami za nią. Głośno westchnęłam i spojrzałam w morską toń.
- Wojtek! Dokąd ty mnie wieziesz?- spytałem rozgoryczony.
- Lewuś, spokojnie. Jeszcze chwila.
- Szczęsny do cholery!
- No już dobrze. Do Londynu.
- Po co?- spytałem niepewnie. Kto jak kto, ale Wojtek był nie przewidywalny.
- No, zabieram cię na melanż.
- Teraz?
- Nie kurde, za rok.
Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Ten to zawsze musiał coś wymyślić. Szczęsny zaparkował przed jednym z Londyńskich klubów. Wysiedliśmy i udaliśmy się do klubu.
***
Szłam jakimś mostem, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Łzy zakrywały mi widok. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na rzekę. Taka piękna, taka zimna, taka okrutna. W jednej chwili mogła zabić. I właśnie tego w tym momencie pragnęłam. Przeszłam barierkę i złapałam się rękami za nią. Głośno westchnęłam i spojrzałam w morską toń.
***
- Wojtek. Zatrzymaj samochód.
- Po co?
- Tam na moście.- stała tam kobieta.
- O kurwa.- krzyknął Wojtek zatrzymując samochód.
Szybko wysiedliśmy i podbiegliśmy do kobiety.
- Nie rób tego.- powiedział łagodnie Wojtek. Od tej strony go nie znałem.
- Zostawcie mnie do jasnej cholery!- wrzasnęła.
- Nie.- powiedziałem przytrzymując jej rękę.
- Puść mnie!
- Nie.
- Zostaw mnie! Nie chcę żyć!- wrzasnęła szamotając się.
Wzięliśmy ją razem z Wojtkiem na ręce i przenieśliśmy przez barierkę. Szczęsny prawie siłą wepchnął ją do samochodu.Siedziała z tyłu z naburmuszoną miną patrząc na nas jakby chciała żebyśmy zmarli.